Andrzej Duda nie uzyskał absolutnej większości głosów w pierwszej turze wyborów

Clara Weiss
5 lipca 2020

Obecny prezydent Polski Andrzej Duda z urzędującego Prawa i Sprawiedliwości (PiS) nie zdołał osiągnąć absolutnej większości w pierwszej turze niedzielnych wyborów prezydenckich. Zgodnie z oficjalnym wynikiem końcowym otrzymał 43,5 procent oddanych głosów. Jego główny rywal z liberalnej partii opozycyjnej Platformy Obywatelskiej (PO) Rafał Trzaskowski, obecny prezydent Warszawy, otrzymał 30,5%. Pozostałe głosy trafiły do dziewięciu innych kandydatów. Duda i Trzaskowski wystartują przeciwko sobie w drugiej turze 12 lipca.

Wybory te były pierwszymi w całej Unii Europejskiej od czasu wprowadzenia i zniesienia lockdownu przeciwko koronawirusowi. Według polskich mediów frekwencja sięgała 62,9 proc., co stanowiłoby nowy rekord. Do niedzielnego południa jedna czwarta wyborców oddała już swoje głosy.

Wynik jest ogólnie uważany za porażkę dla Dudy i PiS-u. Duda otrzymał około 8,45 mln głosów, mniej niż w drugiej turze wyborów w 2015 roku.

Wybory były pierwotnie zaplanowane na 10 maja i, zgodnie z wolą PiS-u, miały się odbyć w całym kraju pomimo obowiązującego lockdownu. Rządząca partia została jednak zmuszona do przełożenia wyborów w ostatniej chwili.

Obawiając się, że jakakolwiek poważna zwłoka zmniejszy szanse na reelekcję Dudy, podjęto decyzję o przeprowadzeniu wyborów 28 czerwca, mimo że wirus nadal szaleje w Polsce i całej Europie. Prezydent Polski ma prawo weta wobec decyzji zdominowanego przez PiS Senatu i ma wpływ na politykę zagraniczną i obronną kraju. PiS posiada tylko niewielką większość w parlamencie. Dlatego właśnie zachowanie władzy przez Dudę ma kluczowe znaczenie dla jej zdolności do rządzenia w nadchodzącym okresie legislacyjnym.

Obecnie w Polsce jest ponad 31 000 przypadków koronawirusa, a wybory prawdopodobnie doprowadzą do kolejnego gwałtownego wzrostu infekcji. Na wiecach wyborczych Dudy ludzie stali w bliskiej odległości od siebie i nie nosili masek. Duda fotografował się ze swoimi zwolennikami bez maski.

Obojętność, z jaką PiS forsował wybory bez odpowiednich środków bezpieczeństwa oraz fakt, że uczestniczyła w nich liberalna opozycja, świadczą o przestępczości i głębokim kryzysie polskiej burżuazji. Nasilające się napięcia klasowe w Polsce i na świecie, a także narastające konflikty między mocarstwami imperialistycznymi, zwłaszcza między USA a Niemcami, są siłami napędowymi tego kryzysu.

W bezprecedensowym posunięciu, Duda odwiedził w środę, na kilka dni przed wyborami, Donalda Trumpa w Białym Domu. Była to pierwsza wizyta obcej głowy państwa w Waszyngtonie od czasu wprowadzenia lockdownu w USA.

Na spotkaniu Trump zapowiedział, że USA przeniosą część wycofywanych obecnie z Niemiec oddziałów do Polski. Rosyjska gazeta Gazeta.ru stwierdziła, że „ Trump wymieniać będzie Niemcy za Polskę.“ Wizyta ta była wyraźnym sygnałem ze strony Dudy i Białego Domu, którego kandydaturę preferuje amerykański imperializm.

Pod rządami PiS-u Polska koncentrowała się prawie wyłącznie na wzmocnieniu swojego długoletniego sojuszu z amerykańskim imperializmem. Jednocześnie stosunki z Unią Europejską, a zwłaszcza z Niemcami, jej największym partnerem gospodarczym, uległy znacznemu pogorszeniu. PiS, przy pełnym poparciu Waszyngtonu, realizował strategię budowania sojuszu prawicowo ekstremistycznych reżimów w Europie Wschodniej, skierowanego zarówno przeciwko Rosji, jak i Niemcom.

Jeśli między Dudą a Trzaskowskim są w ogóle jakieś istotne różnice, to dotyczą one polityki zagranicznej Polski. Zarówno polityka PiS-u, jak i liberalnej opozycji ma na celu przygotowanie się do wojny z Rosją, jednakże toczone są zażarte dyskusje o to, na którym imperialistycznym kraju powinny oprzeć swoją politykę zagraniczną.

Trzaskowski został powołany przez PO głównie ze względu na swoje bliskie relacje z Donaldem Tuskiem (PO), byłym premierem Polski i przewodniczącym Rady Europejskiej. Tusk nadal odgrywa wiodącą rolę w PO i spośród wszystkich polskich polityków ma prawdopodobnie najbliższe relacje z kancelerzem Niemiec Angelą Merkel i innymi niemieckimi politykami. W latach 2014-2015 Trzaskowski był wiceministrem spraw zagranicznych pod przewodnictwem Tuska i odpowiadał za wszystkie ważne interesy z UE.

Choć wysoka frekwencja wyborcza wskazuje na rosnące upolitycznienie, postępujące przygotowania wojenne polskiej klasy rządzącej były równie systematycznie pomijane w kampanii wyborczej jak koronawirus i jego niszczące w skutkach konsekwencje gospodarcze i społeczne.

Setki tysięcy ludzi straciło pracę między kwietniem a majem, łącznie bezrobotnych w polsce jest ponad milion, czyli 5,8 procent ludności. Stopa bezrobocia wśród górników wynosi dziewięć procent, a w restauracjach i gastronomii 13 procent. Do końca roku stopa bezrobocia prawdopodobnie wzrośnie do łącznie ośmiu procent. Bez drugiej fali gospodarka prawdopodobnie skurczy się o 7,4 procent, a przy drugiej fali o 9,5 procent. Druga fala, biorąc pod uwagę pośpieszne ponowne otwarcie gospodarki w Polsce i na świecie, jest prawie nieunikniona.

Wpływ wirusa na system opieki zdrowotnej, który przez dziesięciolecia był przedmiotem cięć finansowych, był katastrofalny. Nawet stosunkowo niewielka liczba przypadków i przyjęć do szpitala całkowicie przytłoczyła szpitale. W wielu miastach nie było respiratorów, które są niezbędne do leczenia poważnie chorych pacjentów koronawirusa. Podobnie jak w innych krajach, dotkliwie brakowało sprzętu ochronnego i innych podstawowych materiałów medycznych dla personelu medycznego.

Najbardziej ucierpiało zachodniopolskie województwo śląskie. Ponieważ kopalnie działały jeszcze przez wiele miesięcy, podczas gdy reszta kraju była zamknięta w lockdownie, wirus szalał wśród górników i ich rodzin. W województwie śląskim do końca czerwca odnotowano 12 000 przypadków, co stanowi ponad jedną trzecią łącznej liczby zakażeń w kraju. Górnicy stanowią co najmniej jedną piątą wszystkich zarażonych w Polsce.

W Niemczech, gdzie żyje dwa miliony Polaków, a wiele tysięcy regularnie wyjeżdża do pracy, robotnicy poważnie ucierpieli na skutek wybuchu epidemii w przemyśle mięsnym. Duża część siły roboczej w Tönnies w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie ponad 1500 pracowników zostało zakażonych, pochodzi z Polski, Rumunii i Bułgarii. Systemy socjalne tych krajów zostały rozbite przez stalinowską restytucję kapitalizmu.

Jeden z polskich robotników wyjaśnił Spieglowi, że dystans społeczny w fabryce nie jest możliwy, ponieważ robotnicy stoją obok siebie w odległości od 20 do 30 centymetrów. Poza fabryką mieszkają w przepełnionych kwaterach. Nie miał jednak innego wyboru, jak tylko wykonać tę pracę, chociaż był wystawiony na niebezpieczeństwo zakażenia. Wyjaśnił, że jego rodzina popadła w długi, ponieważ jego córka była chora i że nie ma innego sposobu, aby zarobić nawet na podstawowe życie w Polsce. Stwierdzenie to ilustruje powszechną rozpacz społeczną w polskiej klasie robotniczej.

Ogromne szkody wyrządzone przez wirusa, zwłaszcza na Śląsku, poważnie utrudniły próby PiS-u mające na celu zaapelowanie do niezadowolenia społecznego klasy robotniczej i części ludności wiejskiej po dziesięcioleciach oszczędności.

Liberalna opozycja jest obecnie w dużej mierze znienawidzona przez klasę robotniczą, ponieważ za jej rządów wprowadzono oszczędnościowe rozwiązania. Liberalna gazeta Newsweek Polska zwróciła uwagę, że szansa Trzaskowskiego na wygraną w wyborach za dwa tygodnie zależy w dużej mierze od tego, czy w jego kampanii wyborczej uda się pozbyć „ważnych beczek z prochem“, takich jak podniesienie wieku emerytalnego. Trzaskowski w przeszłości wspierał ten bardzo niepopularny atak społeczny.

Trzaskowski starannie unikał jakichkolwiek wypowiedzi politycznych w swoim spocie wyborczym na Twitterze. Zamiast tego pokazywał zdjęcia swoich dzieci, zdjęcia swojej rodziny, psa, swoje książki i miejsca pracy. Jedyną rzeczą, która zbliżona była do jakiegoś politycznego stanowiska, były zdjęcia jego i byłej niemieckiej minister obrony, a także obecnej przewodniczącej Rady UE, Ursuli von der Leyen, oraz kilku przywódców UE.